przydawka


dodatek do torebki
7 kwietnia 2009, 9:47 AM
Filed under: absurdalnie, kulturowo, społecznie | Tagi: , , , ,

Showbusiness to świat, który funkcjonuje wedle ściśle określonych zasad. Jednymi z nich są cykliczne trendy w modzie. Niedawno powróciła z hukiem moda na wzory z lat sześćdziesiątych, rok temu fryzury oraz dekoracje włosów z lat siedemdziesiątych. Gwiazdy, aż kipią w prześciganiu się w coraz to nowszych wariacjach na temat strojów, obuwia i dodatków. I to właśnie o nich będzie mowa. Dodatki tworzą i uzupełniają. Dzisiaj słowo „dodatek” posiada nieco błędną definicję, bowiem to on definiuje styl. Bez dodatku jesteśmy niekompletni, a nasza kreacja nijaka. Dawniej chodziło o pasującą do pantofli torebkę, kolczyki, naszyjnik i bransoletkę w jednym stylu albo kapelusz. Pierwsze lata XXI wieku posunęły gwiazdy i gwiazdeczki nieco dalej i przez kilka lat trzymały je w nowomodzie na szczenięta. Szczęnięta do torebki. Najlepiej z kokardką sponsora. Szczenię i gwiazdeczka na czerwonym dywanie. Szczenię i gwiazdeczka na sesji zdjęciowej, zakupach, spotkaniu służbowym czy umówionym wywiadzie. Jedyne miejsce gdzie gwiazdeczka nie pojawiała się ze swoim szczenięciem to weterynarz i alejka parkowa. Szczenię rosło i kiedy już przestawało nim być, sprzedawane zostawało za ciężkie pieniądze jako „używane przez kobietę” zwierzę obyte w showbusinessie.

W ostatnich latach moda nieco się zmieniła. Szczenięta ewoluowały na po prostu małe pieski. Koniecznie rasowe. Taki piesek może zestarzeć się wraz ze swoją panią. O ile przedtem nie zostanie pozostawiony gdzieś przez pomyłkę, lub nie popełni samobójstwa zdając sobie sprawę czyją jest zabawką. Pieski posiada każda trzymająca fason gwiazdeczka pop kultury. Dzisiaj trzymając Chichuachuę w swojej rezydencji lub w torebce jesteś już jedną z wielu. A tego gwiazdy nienawidzą. Dlatego z piesków ewoluowano znacznie dalej. Spece od PR wymyślili swego czasu coś genialnego. Jak zacząć nową modę, zyskać uwielbienie całego świata i jednocześnie nie dać się tak łatwo skopiować przez inne panienki z rozepchanymi portfelami. Adoptować dzieci z trzeciego świata. Warunek jest jeden. Podobnie jak w przypadku piesków – koniecznie rasowe. Czarne lub żółte. Połączyć proces adopcji z dużą dotacją dla sierocińca z którego pochodzić będzie szczęśliwiec, hasłami o nowym życiu i całą masą fotek na tle dzieci z muchami w oczach. Później wracamy do Hollywood z czekoladką pod pachą, a świat kanonizuje cię za życia.

W dzisiejszym świecie w adopcjach dzieci rasowych prym wiodą dwie panie. Święta Angelina z dwójką dzieci z Azji i jednym z Afryki, oraz Błogosławiona Madonna z jednym dzieckiem z Afryki i nagłośnioną w mediach walką o możliwość wzięcia następnego. Madonna wie, że popełniła ten wielki błąd PRowy jakim jest urodzenie dzieci przed adopcją. Cóż to za krańcowy egoizm. Tak po prostu sobie wziąć i urodzić. Angelina przecież mówiła, że te biologiczne dzieci na starcie mają „taryfę ulgową”. Są chciane i białe. Dlatego ona adoptowała najpierw dwoje Azjatów nim zdecydowała się na tę formę egoizmu. Ale świat nie stracił do niej serca, bowiem niedługo potem padło słynne zdanie, że „za każde jedno biologiczne dziecko adoptuję jedno z trzeciego świata”. Jakby adopcja była formą zadośćuczynienia za grzech. I pojawiła się murzynka. Później kolejna ciąża za którą dostali z Bradem 15 milionów dolarów i planowana adopcja tym razem dziecka z Indii. Być może Hindusi są genetycznie biali, ale Angelina szybko wyjaśnia. Obecnie bijący rekordy popularności na świecie hit kasowy „Slumdog Millionare” uzmysłowił jej co naprawdę dzieje się w Indiach. No więc kolejny brzdąc będzie najczęściej fotografowanym Hindusem na świecie.

Madonna musi szybko nadrobić i jeśli adopcja dziecka z Malawi się nie powiedzie ma przecież naście innych krajów w samej Afryce. A jest jeszcze Bliski Wschód i Azja. Adopcja białych dzieci jest o tyle niepraktyczna, że ktoś, kto być może nie śledził sprawy mógłby jeszcze pomyśleć, że adoptowany Amerykanin jest jej biologicznym dzieckiem, a to byłoby PRowe samobójstwo. Sierocińce na Białorusi, w Rumunii czy Armenii również są przepełnione, a dookoła krąży nędza. Niestety te dzieci mają tę wielką wadę, że są białe, a Europa jako kontynent kojarzona jest z zamożnym zakątkiem świata. Afryka, Wietnam, Kambodża czy slumsy w Indiach są o wiele bardziej medialne.

Niedawno dowiedziałam się, że jedna polska para – piosenkarka i aktor – po urodzeniu zdrowego syna poczuli jak bardzo muszą się poprawić i złożyli już popiery adopcyjne do jednego z krajów afrykańskich. Moda z zachodu dociera do Polski. Tylko szczęśliwie w Polsce społeczeństwo nie dało się zwariować na tyle by wyznawać taką parę. Prędzej szydzić będą z męża piosenkarki, że tak łatwo dał się wrobić w czarne dziecko, niż ktokolwiek powie, że są święci.

Reklamy

3 Komentarze so far
Dodaj komentarz

Widzę, że wpisy częściowo pokrywają się z ‚gronowymi’ ankietami.

Nie rozumiem czemu ludzie adoptują dzieci z afryki, prowadzą tam akcje humanitarne jeśli w ich ojczystym (jeśli ojczysty coś dla nich znaczy) kraju jest tyle do zrobienia. Nie mówię, że to źle ale…

pozdrawiam z coraz gorętszej Warszawy

Komentarz - autor: Michał

Już niedługo też będę pozdrawiać z Warszawy :)
A dzieci to istoty ludzkie a nie bransoleta do zdjęcia. Pozostawiane w polskich szpitalach niemowlęta również potrzebują mamy i taty. Dlaczego gwiazdy chcą być niekonwencjonalne – nie wiem..
Dlaczego kosztem polskich dzieci? Hmm..

Komentarz - autor: Marta Brzozowska

Idea z gruntu jest dobra. To show-biznes ją wypaczył.

Komentarz - autor: Ann




Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s



%d blogerów lubi to: