przydawka


żałoba narodowa
13 Kwiecień 2009, 9:23 AM
Filed under: absurdalnie, społecznie | Tagi: ,

Dzisiaj w pożarze bloku na Pomorzu zginęło 21 osób, a ponad 20 zostało rannych. Prezydent już zapowiedział żałobę narodową. Wczoraj na drogach zginęło 25 osób, a ponad 400 zostało rannych. Jest to i tak o wiele lepiej niż podczas Akcji Znicz (w 2007 roku zginęło 99 osób, a ponad 900 zostało rannych) albo noworocznych powrotów z Zakopianki (83/730), ale bilans mówi sam za siebie. W dobie kuriozalnych zadań z matematyki w polskich szkołach proponuję dodać następujące: Na jak ograniczonym terenie musi zginąć tragicznie na raz więcej niż dziesięcioro ludzi by pan prezydent wprowadził żałobę narodową?



teologia komercyjna
9 Kwiecień 2009, 10:13 AM
Filed under: absurdalnie, kulturowo, społecznie | Tagi: , ,

wielkanoc2005

W grudniu Anglia zakłada na siebie taką ilość lampek i świecidełek, że z łatwością dostrzegalna jest z satelity. W okresie pierwszej pełni po pierwszym dniu wiosny, czyli w okresie wielkanocnym w Anglii jedynie czego się można dopatrzeć to czekoladowe jaja w zestawach 12 jajeczek + 1 wielkie. W Polsce jest nieco lepiej. Oprócz palemek i pisanek wywieszonych na oknach sklepów możemy posłuchać transmisji z Watykanu, albo koncertu Rubika ze Świętej Anny. Niestety fakty są niezaprzeczalne. Już na początku września rozpoczyna się klasyczna studniówka. Kalendarze adwentowe można kupić jeszcze w t-shircie i okularach przeciwsłonecznych. Komercjalizacja już dawno wypowiedziała się “ex catedra” – Boże Narodzenie jest ważniejsze od Zmartwychwstania.

Dzisiaj mamy Wielki Czwartek. Czyli ten dzień, który namalował da Vinci na potrzeby Dana Browna. Rozpoczynamy Triduum Paschalne. Chciałam zilustrować to jakimś stosownym, nastrojowym obrazkiem, ale obejrzałam co oferuje google pod hasłem “Wielkanoc” i wybrałam pierwszy.



dodatek do torebki
7 Kwiecień 2009, 9:47 AM
Filed under: absurdalnie, kulturowo, społecznie | Tagi: , , , ,

Showbusiness to świat, który funkcjonuje wedle ściśle określonych zasad. Jednymi z nich są cykliczne trendy w modzie. Niedawno powróciła z hukiem moda na wzory z lat sześćdziesiątych, rok temu fryzury oraz dekoracje włosów z lat siedemdziesiątych. Gwiazdy, aż kipią w prześciganiu się w coraz to nowszych wariacjach na temat strojów, obuwia i dodatków. I to właśnie o nich będzie mowa. Dodatki tworzą i uzupełniają. Dzisiaj słowo “dodatek” posiada nieco błędną definicję, bowiem to on definiuje styl. Bez dodatku jesteśmy niekompletni, a nasza kreacja nijaka. Dawniej chodziło o pasującą do pantofli torebkę, kolczyki, naszyjnik i bransoletkę w jednym stylu albo kapelusz. Pierwsze lata XXI wieku posunęły gwiazdy i gwiazdeczki nieco dalej i przez kilka lat trzymały je w nowomodzie na szczenięta. Szczęnięta do torebki. Najlepiej z kokardką sponsora. Szczenię i gwiazdeczka na czerwonym dywanie. Szczenię i gwiazdeczka na sesji zdjęciowej, zakupach, spotkaniu służbowym czy umówionym wywiadzie. Jedyne miejsce gdzie gwiazdeczka nie pojawiała się ze swoim szczenięciem to weterynarz i alejka parkowa. Szczenię rosło i kiedy już przestawało nim być, sprzedawane zostawało za ciężkie pieniądze jako “używane przez kobietę” zwierzę obyte w showbusinessie.

W ostatnich latach moda nieco się zmieniła. Szczenięta ewoluowały na po prostu małe pieski. Koniecznie rasowe. Taki piesek może zestarzeć się wraz ze swoją panią. O ile przedtem nie zostanie pozostawiony gdzieś przez pomyłkę, lub nie popełni samobójstwa zdając sobie sprawę czyją jest zabawką. Pieski posiada każda trzymająca fason gwiazdeczka pop kultury. Dzisiaj trzymając Chichuachuę w swojej rezydencji lub w torebce jesteś już jedną z wielu. A tego gwiazdy nienawidzą. Dlatego z piesków ewoluowano znacznie dalej. Spece od PR wymyślili swego czasu coś genialnego. Jak zacząć nową modę, zyskać uwielbienie całego świata i jednocześnie nie dać się tak łatwo skopiować przez inne panienki z rozepchanymi portfelami. Adoptować dzieci z trzeciego świata. Warunek jest jeden. Podobnie jak w przypadku piesków – koniecznie rasowe. Czarne lub żółte. Połączyć proces adopcji z dużą dotacją dla sierocińca z którego pochodzić będzie szczęśliwiec, hasłami o nowym życiu i całą masą fotek na tle dzieci z muchami w oczach. Później wracamy do Hollywood z czekoladką pod pachą, a świat kanonizuje cię za życia.

W dzisiejszym świecie w adopcjach dzieci rasowych prym wiodą dwie panie. Święta Angelina z dwójką dzieci z Azji i jednym z Afryki, oraz Błogosławiona Madonna z jednym dzieckiem z Afryki i nagłośnioną w mediach walką o możliwość wzięcia następnego. Madonna wie, że popełniła ten wielki błąd PRowy jakim jest urodzenie dzieci przed adopcją. Cóż to za krańcowy egoizm. Tak po prostu sobie wziąć i urodzić. Angelina przecież mówiła, że te biologiczne dzieci na starcie mają “taryfę ulgową”. Są chciane i białe. Dlatego ona adoptowała najpierw dwoje Azjatów nim zdecydowała się na tę formę egoizmu. Ale świat nie stracił do niej serca, bowiem niedługo potem padło słynne zdanie, że “za każde jedno biologiczne dziecko adoptuję jedno z trzeciego świata”. Jakby adopcja była formą zadośćuczynienia za grzech. I pojawiła się murzynka. Później kolejna ciąża za którą dostali z Bradem 15 milionów dolarów i planowana adopcja tym razem dziecka z Indii. Być może Hindusi są genetycznie biali, ale Angelina szybko wyjaśnia. Obecnie bijący rekordy popularności na świecie hit kasowy “Slumdog Millionare” uzmysłowił jej co naprawdę dzieje się w Indiach. No więc kolejny brzdąc będzie najczęściej fotografowanym Hindusem na świecie.

Madonna musi szybko nadrobić i jeśli adopcja dziecka z Malawi się nie powiedzie ma przecież naście innych krajów w samej Afryce. A jest jeszcze Bliski Wschód i Azja. Adopcja białych dzieci jest o tyle niepraktyczna, że ktoś, kto być może nie śledził sprawy mógłby jeszcze pomyśleć, że adoptowany Amerykanin jest jej biologicznym dzieckiem, a to byłoby PRowe samobójstwo. Sierocińce na Białorusi, w Rumunii czy Armenii również są przepełnione, a dookoła krąży nędza. Niestety te dzieci mają tę wielką wadę, że są białe, a Europa jako kontynent kojarzona jest z zamożnym zakątkiem świata. Afryka, Wietnam, Kambodża czy slumsy w Indiach są o wiele bardziej medialne.

Niedawno dowiedziałam się, że jedna polska para – piosenkarka i aktor – po urodzeniu zdrowego syna poczuli jak bardzo muszą się poprawić i złożyli już popiery adopcyjne do jednego z krajów afrykańskich. Moda z zachodu dociera do Polski. Tylko szczęśliwie w Polsce społeczeństwo nie dało się zwariować na tyle by wyznawać taką parę. Prędzej szydzić będą z męża piosenkarki, że tak łatwo dał się wrobić w czarne dziecko, niż ktokolwiek powie, że są święci.



rozrywka po polsku
3 Kwiecień 2009, 10:39 PM
Filed under: absurdalnie, kulturowo, społecznie | Tagi: , , ,

Są ludzie, którzy chociaż mają zupełnie inne widzenie świata niż ja – nie tracą ani troszkę z mojej sympatii. Jedną z niewielu takich osób jest Wojciech Cejrowski. Pomimo tego, że konserwatysta i homofob. Pomimo tego, że czasami wypowiada się jak rasowy ignorant i niekiedy jego wypowiedzi mają charakter antypolski kojarzy mi się właśnie z typowym Polakiem. Chmurnym i niezadowolonym z otaczającej go rzeczywistości i rządzących. Mówi to co myśli, jest bezkompromisowym krytykiem. Nie potrafię wymienić nikogo podobnego w polskiej telewizji i chyba nie jestem w tym osamotniona, bowiem pan Cejrowski zapraszany jest do coraz to innych programów, a i sam posiada jeden na TVN Style. Ostatnio na You Tiubie znalazłam filmik z niejakiego “Orzeł czy Reszta” nowego programu Dwójki, który miał zastąpić dawne “Europa da się lubić”. Nie wiem która nazwa głupsza. W orle czy reszcie prowadzonym przez jak zwykle mdłą Monikę Richardson również znalazł się Wojciech Cejrowski. Miesiąc temu zaproszono go do programu, którego niedzielny odcinek miał poruszać problem polskich cech narodowych. Telewizja skonfrontowała przesłodzoną mimozę i pyskatego awanturnika. Ale to nie wszystko. Oprócz śmiejącej się jak głupi do sera Richardson i Cejrowskiego na kanapie obok siedziała trójka obcokrajowców, którzy do takiego stopnia zakochani są w Polsce, że każdy z nich w świetle prawa jest już jednym z nas. Amerykanin, Fin i Niemka zrzekli się swojego obywatelstwa na rzecz Polskiego. Siedzą i już się w nich odzywa ta polskość, bo narzekają. A na kogo narzekają? Na Polaków. No i Richardson zaprasza Cejrowskiego. Ten siada i zaczyna słać wiązankę. Bez pardonu i śmiem nawet powiedzieć niekulturalnie. Polacy – nówki są przerażeni. Cejrowski wyraźnie nie traktuje ich jak jednych z nas. Rozpoczyna się kłótnia, którą perlistym uśmiechem przerywa prowadząca.

I do tego momentu wydawać by się mogło – kolejna pyskówka konserwatysty z cudzoziemcem. Ale niestety tak nie jest, ponieważ Wojciech Cejrowski w zeszłym roku przyjął obywatelstwo Ekwadoru. Niby dla podatków, niby dlatego by nie być obywatelem unii, ale w świetle prawa tak samo jak Bjorn, Irma i Joe Polakami są, tak Cejrowski już nie. Cóż za przewrotność.. W jednym studio na dwóch prostopadłych kanapach zasiadło pięcioro ludzi, z których czworo było niezadowolonych ze swoich ojczyzn na tyle by z nich zrezygnować. I pouczają się nawzajem, przewracają oczami, nie kryją oburzenia. Ekwadorczyk Cejrowski z jego bezapelacyjną elokwencją na naprawdę wysokim poziomie nie czuje się ani trochę zagrożony, broniąc swojej ex ojczyzny niczym lew. Polacy nówki natomiast – z polszczyzną, która doprowadziłaby prof. Miodka do palpitacji – muszą połączyć siły. Debata, która daje nam tyle folkloru co odpust na Świętego Jana zostaje przypieczętowana delikatnymi komentarzami prowadzącej i rozanielonym zaproszeniem za tydzień. I za ten cały cyrk na przemian z M jak Miłość każą płacić abonament. Świat się kończy..

A Cejrowskiego lubię nawet pomimo tego, że jest już El Hombre Senior Cejrowski.



Amerykańskie takie..
18 Marzec 2009, 5:29 AM
Filed under: absurdalnie | Tagi: , ,

Pod wpływem bezsenności (jest godzina 4:50 czasu GMT) zrobiłam porządek na swojej stronie oraz tutaj, redukując troszkę ilość i długość artykułów. Pod nieobecność znajomych na gadu gadu – o tak barbarzyńskiej porze dostępni byli jedynie Allegro, Lech Wałęsa i koleżanka, która nawet lecąc na urlop zostawia status “zaraz wracam” – weszłam na  Golden Line, kolejny społecznościowy portal, który nie zrzesza ludzi z jednej klasy, ani celi, ani tych przepadający za żelkami. Golden Line to poważna sprawa. On zrzesza młodych dynamicznych w celu nawiązania znajomości, a o czym każdy wie – znajomości to podstawa. Portal jak każdy inny, całkiem przejrzysty w odbiorze pokazał mi od razu o co chodzi i jak dzisiaj nazywa się pewne zawody. Po pierwsze musi być po angielsku, lub raczej amerykańsku, bowiem wpisane pod nazwiskiem Assistant, Kancelaria Sales – bardziej pasuje mi do dialektu amerykanisz. Po pierwszym wuteefie, głębszej analizie tego wyrażenia i próbie odpowiedzenia sobie na pytanie “co autor miał na myśli” doszłam do wniosku, że ma to jakiś sens. Niczym anielskie skrzydła na plecach huzarów, które miały potęgować wrażenie liczebności i siły – zwłaszcza wobec nieprzyjaciela – tak Arkadiusz O. Recruitment Researcher, Central and Eastern Europe bez anielskich skrzydeł pracowałby zaledwie w Rekrutacji i Selekcji Kadr w Warszawie Śródmieściu.
Nie każdy zna angielski. Nazwy obce nas onieśmielają, potęgują wrażenie siły i profesjonalizmu. Oczywiście ładniej brzmią nietłumaczone, takie jak Customer Service Agent określający osobę, która w sklepie Saturn stoi pod szyldem “Informacja”, czy Event Manager w przypadku osoby, która założyła działalność gospodarczą jakim jest zespół weselny. Jest to jak najbardziej zgodne ze stanem faktycznym, niemniej jednak dla kogoś kto angielski zna trzy po trzy zetknięcie się z Agentem Servicu Customerowego jest jak wejście do gotyckiego kościoła z pięknym witrażem. Respekt ogarnia nawet niewierzących.
Następną gwiazdką Golden Line jest nazywanie zawodów wykonywanych w stylu – jak to pięknie określił Piotr – gwałtu na języku polskim. Przykłady są piękne. Specjalistka d/s kreacji wizualnej to pani robiąca makijaż w salonie kosmetycznym Denique w Warszawie. Zarządcą Nieruchomości jest pracownik wspólnoty mieszkaniowej Warszawa – Targówek. Swoją drogą ciekawe dlaczego nie wpisał “Admin Nieruchomości”. A profil zawodowy zatytuowany (pisownia oryginalna) “Nieskromnie: profesjonalizm i urok osobisty – przekonajcie się, ile jestem warta! Nieco skromniej: Kobieta Pracująca, kochająca Życie, ludzi i nieustająco otwarta na nowe wyzwania” charakteryzuje Bóg jeden wie co. I jest jeszcze absolutna perełka jaką jest romantyczny manager. “Tomasz Madej, manager….” (jakże niedopowiedziany ten manager).
Ja w tym momencie jestem specjalistą d/s kreacji uliczno ekspresyjnej, session manager i nude agent.




Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.